„MATKA ANGELICA – niezwykła historia mniszki, jej brawury i medialnej sieci cudów”

Wysoko w przestworzach

NIEWINNA POMYŁKA W OCENIE – tak litościwie można by określić to, że Hardon w prywatnej rozmowie podzielił się z urzędnikiem watykańskim swoimi obawami w kwestii regularnego przemierzania kraju przez przełożoną zakonu klauzurowego. Powiadomiona o sytuacji Stolica Apostolska podzieliła jego niepokój. 16 lutego 1981 r. Kongregacja ds. Zakonów, której podlegała Matka Angelica i jej klasztor, powiadomiła biskupa Josepha Vatha z Birmingham, że Matka może wyjść z klauzury do swojego studia telewizyjnego, ale zabrania się jej jakichkolwiek dalszych podróży. Za zachętą i przyzwoleniem biskupa od ponad dziesięciu lat Matka Angelica głosiła konferencje o tematyce duchowej poza klasztorem. Ale 27 lutego biskup Vath odwołał swoją długo- letnią zgodę.

Wycofano ostatnie wsparcie finansowe dla rodzącej się sieci telewizyjnej. Dwana- ście prelekcji zaplanowanych na 1981 rok miało pokryć koszty operacyjne do czasu rozpoczęcia nadawania. W liście z 7 marca Matka błagała biskupa, aby pozwolił jej dotrzymać tych zobowiązań, a także oznajmiła zamiar zwrócenia się do Kongregacji ds. Zakonów z prośbą o pozwolenie na wychodzenie z klasztoru, „aby w razie konieczności doglądać pracę Telewizji Wiekuistego Słowa także poza studiem nagrań.” Chciała również powiadomić nuncjusza apostolskiego w Stanach Zjednoczonych o swojej sytuacji.
Biskup Vath zadzwonił do Matki Angeliki 10 marca.
– Wasza Ekscelencjo, mam wszystkie te konferencje, które zobowiązałam się wygło- sić w tym roku – tłumaczyła Matka Angelica.
– Cóż, niech je Matka po prostu odwoła – odpowiedział biskup.
–W przyszłym tygodniu mam być w rodzinnym mieście Waszej Ekscelencji, w Nowym Orleanie.
– Dobrze, może Matka tam pojechać. I to będzie już wszystko w tym roku.
– Księże biskupie – odrzekła Angelica, desperacko szukając punktu zaczepienia.
– Pensje, które wypłacamy to trzy tysiące dolarów miesięcznie, a jedyny sposób, w jaki możemy uzyskać pieniądze pochodzi z prelekcji, które wygłaszam.
– Cóż… – Głos biskupa ucichł. – Właśnie rozmawiałem z nuncjuszem. Powiedział, że ma się Matka zdecydować, czy chce to kontynuować czy poddać się eksklaustracji. Matce zabrakło powietrza, jakby dostała cios w brzuch.
– Eksklaustracji? Ja nie mogę tego zrobić. Moje życie – moje powołanie – jest dla mnie bardzo ważne!
Eksklaustracja oznaczałaby wycofanie się ze wspólnoty i zawieszenie ślubów ubóstwa i posłuszeństwa na okres do trzech lat. W świeckim rozumieniu jest to rodzaj przedłużo- nego urlopu od życia zakonnego.
– Rzucono mi w twarz sytuację bez wyjścia: jeśli chcesz tego, zdejmij habit – Matka wyjaśniła zza kraty klasztornej, wciąż urażona. – Byłam tym zszokowana.

Przy stole odczytała list biskupa do zgromadzenia, co rozpętało burzę w klasztorze. Przekonane, że miało to na celu „zniszczenie stacji”, mniszki odrzuciły sugestię, że ich przełożona powinna poświęcić swoje śluby i wspólnotę dla telewizji.
– On nie może tego zrobić; mamy nasze prawa – pisnęła siostra Regina. Mary David uderzyła w stół.
– Niech tylko odważy się dotknąć choćby jednego włosa na głowie mojej córki – zagro- ziła przykuta do wózka inwalidzkiego siostra. Matka Angelica była dziwnie cicha i przygnę- biona, jak wspominają siostry. Wycofała się do kaplicy, upadła na kolana i wpatrzyła w Najświętszy Sakrament. W obliczu Pana i Mistrza, po policzkach Angeliki spływały łzy.
– Dało się odczuć, że Jezus ją niósł – zauważyła później siostra Regina. Jedna po drugiej siostry wchodziły do kaplicy, oferując uściski pocieszenia. Zarzucając ręce na szyję swojej znękanej Matki, skuliły się razem, dzieląc łzy i ślubując wierność bez względu na to, co się wydarzy.
– Widziałam, jak płakała gorzkimi łzami nad tym, jak traktował ją Kościół, i to była jedna z takich chwil – wspomina Jean Morris. – Ale następnego dnia pozbierała się i znalazła wyjście. Toczyła bitwy w Kościele i poza nim. – Zmuszona do wyboru między swoim powo- łaniem a misją, do pełnienia której czuła się wezwana przez Boga, Matka napisała do nuncjusza z prośbą o pomoc. Jej los oraz losy stacji były w rękach przedstawiciela papie- skiego, arcybiskupa Pio Laghi.
Dwie ciężarówki wiozące niezmontowaną antenę satelitarną o długości ponad dziesięciu metrów i powiązaną maszynerię wtoczyły się na teren klasztoru na początku Wielkiego Postu. Pogrążona w trudach okresu pokuty Matka Angelica wyszła na powitanie świętego ładunku. Jej twarz rozjaśniła się na widok przywiezionego sprzętu. Jak rodzic witający dziecko powracające do domu z długiej podróży, klasnęła w dłonie z zadowole- niem i przyjemnością.
Masywny doręczyciel o wytatuowanych bicepsach wyskoczył z kabiny jednej z ciężaró- wek. Powiedział przeoryszy, że przed rozładunkiem musi otrzymać 600 000 dolarów zaliczki wymaganej w umowie. Matka oniemiała. Zagrała na zwłokę, wycofując się do kaplicy. Po prostu nie miała tych pieniędzy.
– Schrzaniłam to, Panie – powiedziała Angelica do Oblubieńca. Nie miała nic, żadnego asa w rękawie.
Po chwili modlitwy, z trudem podniosła się i postanowiła odesłać ciężarówki ze sprzę- tem. Już miała pchnąć drzwi kaplicy i wyjść na słońce, gdy jedna z sióstr zawołała ją do telefonu. Był przy tym Bill Steltemeier.
– Dzwonił facet z Bahamów, ze swojego jachtu, który miał problemy z dziećmi i czytał jedną z jej książeczek – opowiadał z ekscytacją Steltemeier. – Powiedział, że zamierza wysłać jej darowiznę: sześćset tysięcy dolarów.
– Czy może Pan wysłać je w tej chwili? – Matka zapytała dzwoniącego.
Jeszcze przed obiadem pieniądze znalazły się na jej koncie, a sprzęt został rozładowany.
W niedzielę, 8 marca, antena satelitarna zwisała z pożyczonego dźwigu na pochyłym podwórku zakonnic. Na jego obrzeżach wycięto drzewa, aby umożliwić nadajnikowi nieza- kłócony dostęp do bezchmurnego błękitu nieba. Siostry stały na poboczu, modląc się, podczas gdy każdy kawałek łącza opuszczano na odpowiednie miejsce.
– To było niczym nasze pierworodne dziecko – wspomina siostra Regina. – Czułyśmy się duchowymi matkami. W tym nadajniku było coś wyjątkowego.

Niczym pająk sprawdzający nowo uprzędzioną pajęczynę, John Scalici, brat Matta, zawisł na końcu żurawia, oceniając wielką białą misę skierowaną w niebiosa. Matt zrobił zdjęcie, żeby uchwycić ten moment. Po wywołaniu na fotografii widać było przejrzysty pas czerwieni, który niczym promień lasera wydobywał się ze środka anteny satelitarnej. Sceptycy przypisaliby ten efekt prześwietleniu lub rozbłyskom słońca, ale dla Matki i jej towarzyszek był on Opatrznościowym potwierdzeniem wizji siostry Reginy – nadprzyro- dzone pojawienie się płomienia Słowa, którego nic nigdy nie zagasi. Zdjęcie natychmiast stało się źródłem inspiracji i do dziś wisi w biurze stacji.

19 marca telefon przyniósł Matce Angelice złe wiadomości. Dzwonił sekretarz przedstawiciela papieskiego w Waszyngtonie. Otrzymawszy jej prośbę o zabieranie głosu poza klasztorem nuncjusz przekazał swoją oficjalną odpowiedź: „Słuchać biskupa i pomagać biskupom amerykańskim.” Zaraz potem arcybiskup Pio Laghi listownie zasugerował po raz kolejny, że Matka powinna poddać się eksklaustracji i formalnie zabronił jej podróżować. Zamknięta w klasztornych murach, bez pieniędzy na pokrycie pensji pracowników, Matka Angelica zwróciła się do Billa Steltemeiera.
Aby przedstawić pilność sprawy i bardzo realną możliwość bankructwa, Steltemeier wskoczył do samolotu z Nashville do Birmingham i błagał biskupa Vatha o ponowne rozważenie decyzji. Ale biskup nie mógł nic zrobić, był bezradny, jako że inicjatywa w tym przypadku należała nie do niego, ale do Rzymu. Aby zatrzymać pracowników do końca 1981 r., Steltemeier wypłacił im pensje z własnej kieszeni.

W międzyczasie Peter Grace przyniósł pewną pomoc, przyznając Matce Angelice 635 000 dolarów pożyczki na dwa lata z ratami oprocentowanymi na 7 procent. Według Dicka DeGraffa, który później pracował dla Grace’a, miliarder uwielbiał Angelikę i jej wymarzoną telewizję, ale członków jego fundacji niepokoiła kwestia wypłacalności EWTN.
– Powiedziałem Matce, że potrzebujemy budżetu – wspomina DeGraff. – Odpowie- działa: „Nie, budżet jest wymysłem diabła. My żyjemy z wiary.” Miała szalony pomysł, że budżet nie jest potrzebny. W mojej opinii miała potężny tupet.
Ale Matka Angelica traktowała budżety jako ograniczanie Bożej hojności, zatem stanowczo odmówiła wdrożenia planu finansowego.

W maju Matka zdała sobie sprawę, że potrzebuje pomocy od kogoś z Watykanu w zniesieniu zakazu podróżowania. Zakonnice nie wiedziały jak się do tego zabrać, dopóki nie dowiedziały się o konferencji katechetycznej w Nowym Jorku, którą miał wygłosić wysokiej rangi urzędnik watykański, kardynał Silvio Oddi, przewodniczący Kongregacji Duchowieństwa. Chociaż było to mało prawdopodobne, być może on mógłby interwe- niować w imieniu Matki i zapewnić jej zezwolenia potrzebne do zakończenia budowy stacji. Konieczne było, aby Matka spotkała się z kardynałem osobiście i, jeśli to możliwe, oprowadziła go po placówce. Ponieważ Angelica nie mogła udać się do kardynała, Bill Steltemeier poleciał do Nowego Jorku, aby przyprowadzić górę do Mahometa.

Steltemeier urządził zasadzkę na kardynała Oddiego twardo zajmując miejsce w pierwszym rzędzie podczas trzech dni konferencji. Zgodnie z poleceniem Matki Ange- liki, przesuwając w palcach paciorki różańca, Bill przeszywał spojrzeniem łysego kardy- nała o szyi niczym hydrant. Na zakończenie jednej z konferencji Steltemeier złapał swoją szansę u Oddiego. Bez wątpienia zbity z tropu przez przedziwne atencje prawnika, kardynał okazał zainteresowanie.

– Wasza Eminencjo, Matka Angelica buduje pierwszą katolicką telewizję satelitarną w Stanach Zjednoczonych i potrzeba, żeby Wasza Eminencja zobaczył to na własne oczy w Birmingham. – Steltemeier ciągnął zręcznie, włączając swój elokwentny urok Południowca. – Mamy trochę kłopotów z biskupem. Czy mógłby ksiądz kardynał przyje- chać i dać nam swoje błogosławieństwo?

Fragment niewydanej jeszcze w Polsce książki