Bernardyni z szablą u boku

Bernardyni szczególnie umiłowali sobie polskość. To oni budowali patriotyzm we Lwowie, Zbarażu, Żytomierzu. Byli kapelanami powstańców i AK-owców. Duszpasterzowali wśród królów i prostego ludu.  

Możemy śmiało powiedzieć, że „bez nich nie byłoby polskiej historii”. Dlaczego? – wyjaśnia o. dr Krzysztof Sitnik, specjalizujący się w historii bernardynów:

Bernardyni. Wpisani w historię Polski

Bernardyni swoje losy związali z dziejami Polski. Franciszkanów obserwantów (to ich pierwotna nazwa – przyp. red.) zaprosił do Polski kardynał Zbigniew Oleśnicki i król Kazimierz Jagiellończyk w osobie legata papieskiego Jana Kapistrana. 

Zaproszenie króla

Jak wiemy z korespondencji pomiędzy kardynałem Zbigniewem Oleśnickim, królem Kazimierzem Jagiellończykiem a Janem Kapistranem z lat pięćdziesiątych XV w., biskup krakowski zapraszał franciszkańskiego misjonarza do swojego kraju już w 1451 roku. W swym piśmie wyraźnie zaakcentował potrzebę nawracania Czechów. Niepokoił się jednak o skuteczność misji Kapistrana na tym terenie i, gdyby doszło do jej odrzucenia przez husytów, wskazywał Janowi na wdzięczne pole działania w swojej diecezji. Niepowodzenie akcji ewangelizacyjnej oznaczało nasilenie się przenikania husytyzmu do sąsiadującej z Czechami diecezji krakowskiej, której biskup niewątpliwie należał do grona zagorzałych przeciwników tych idei. W takiej sytuacji zaproszenie Kapistrana do Krakowa miało na celu przede wszystkim zabezpieczenie diecezji przed „nowinkami z Czech” oraz umocnienie pozycji Kościoła katolickiego.

Odmienną perspektywę działalności ewangelizacyjnej otworzył przed Janem Kapistranem król Kazimierz Jagiellończyk. Król widział w Janie Kapistranie człowieka opatrznościowego, a jego działalność misyjną traktował jako panaceum na problemy wewnętrzne kraju. Na plan pierwszy wysunął potrzebę jednania dla Kościoła katolickiego Rusinów wyznania prawosławnego poprzez nawracanie na katolicyzm. Chodziło o integrację wielonarodowego państwa.

Franciszkanie obserwanci podjęli królewskie idee. W 1460 r. został ufundowany klasztor we Lwowie (potem kolejne w Sokalu i Zbarażu). Mieszkający w nim zakonnicy otaczali opieką duszpasterską katolików obrządku wschodniego, często nawiedzających kościół klasztorny i przystępujących do sakramentów, przede wszystkim pokuty i Komunii świętej. Pozostałe sakramenty przyjmowali w zasadzie w swoich kościołach. Dzięki otrzymanym przywilejom w sprawach wątpliwych podczas spowiedzi, gdy nie było pewności, czy penitent jest katolikiem, czy też nie, zakonni spowiednicy przyjmowali złożone wyznanie wiary katolickiej oraz uznanie papieża za głowę Kościoła. Dopiero po tym akcie penitent mógł się wyspowiadać. Misjonarze nie mieli w tym względzie większych problemów, dopóki nie pojawił się kazus rebaptyzacji.

Katolicy i prawosławni. Dyskusja o sakramentach.

Problem ważności chrztu prawosławnych Rusinów i ewentualności powtórzenia go przy przechodzeniu na katolicyzm uzewnętrznił się po śmierci Kazimierza Jagiellończyka. Latem 1492 r., wykorzystując sprzyjającą sytuację, wielki książę moskiewski Iwan III Srogi najechał Litwę. W dwa lata później doszło do wszczęcia rokowań pokojowych. Na mocy warunków pokoju wieczystego książęta Iwan i Aleksander Jagiellończyk zawarli przymierze. Doszło również do zawarcia związku małżeńskiego królewskiego syna Aleksandra z Heleną, córką wielkiego księcia moskiewskiego w 1495 roku. Aleksander znalazł się w dość kłopotliwej sytuacji. Od papieża Aleksandra VI otrzymał pozwolenie na ślub pod warunkiem doprowadzenia żony do unii z Kościołem katolickim. Z kolei w układach przedmałżeńskich zagwarantował księżniczce Helenie i jej dworowi wolność wyznania prawosławnego. Sytuację zaostrzył wychowanek Akademii Krakowskiej, biskup Wojciech Tabor, oraz duchowieństwo wileńskie sprzeciwiające się ważności chrztu udzielonego w ruskiej cerkwi prawosławnej. Opinii biskupa Tabora, popartej przez profesorów teologii Akademii, sprzeciwili się bernardyni prowadzący od 2. poł. XV w. duszpasterstwo wśród ludności ruskiej i litewskiej. Opowiedzieli się oni za ważnością chrztu udzielonego w Kościele prawosławnym. Zakonnicy nie widzieli potrzeby ponownego powtarzania sakramentu. Pozytywnym rozwiązaniem sprawy był niewątpliwie zainteresowany rodzony brat Aleksandra, biskup krakowski, Fryderyk Jagiellończyk (1488-1503). Prawdopodobnie doprowadził on około 1493 r. do zorganizowania w krakowskiej kurii biskupiej dysputy teologicznej. Podobna odbyła się z inicjatywy biskupa Tabora w kurii wileńskiej. Stronnictwo bernardyńskie reprezentował zwierzchnik ówczesnej wikarii polskiej bernardynów, Jan Szklarek (Vitreator, 1493-1495), człowiek wykształcony w Akademii Krakowskiej. W 1471 r. został bakałarzem, a w trzy lata później mistrzem sztuk wyzwolonych, podejmując wykłady na Wydziale Artium. W gronie bernardyńskiej wspólnoty krakowskiej znalazł się w 1476 roku. Poglądów biskupa wileńskiego z kolei bronił godny Szklarka adwersarz, rektor Akademii Jan z Oświęcimia, zwany Sakranem (zm. 1527). W obu dysputach wikariusz bernardynów, powołując się na uchwały soboru florenckiego, udowodnił tezę bezpodstawnego ponawiania chrztu oraz innych sakramentów udzielanych w kościołach prawosławnych na Rusi. Papież Aleksander VI na mocy bulli Altitudo divini consilii potwierdził praktykę stosowaną w tym względzie przez bernardyńskich duszpasterzy na Wschodzie. Tym samym ważność chrztu udzielanego w cerkwi prawosławnej na Rusi została oficjalnie potwierdzona przez Stolicę Apostolską.

Samozwaniec a bernardyni

Na początku XVII w. nadarzyła się, według mniemania bernardynów, okazja rozszerzenia misji wśród ludności prawosławnej także w państwie moskiewskim. W 1605 r. Dymitr Samozwaniec I tryumfalnie wjechał do stolicy Rosji. Koronował się uroczyście na cara w soborze Uspienskim. Wraz z objęciem tronu carskiego przez Dymitra zrodziła się dla Kościoła katolickiego okazja podjęcia misji w Moskwie. Zwrócili na nią uwagę i czynnie się w nią zaangażowali jezuici i bernardyni. Wśród XVII-wiecznych bernardynów postacią dużego formatu okazał się Benedykt Gąsiorek (Anserinus), urodzony w 1545 r. we Lwowie. Współbracia porównywali jego aktywność w zakonie do działalności współczesnego mu Jana Zamoyskiego w Polsce. Benedykt był człowiekiem wykształconym. Studiował na uniwersytecie w Paryżu (1577), następnie w Rzymie. Uzyskawszy tytuł lektora generalnego teologii, powrócił do kraju w 1585 roku. W bernardyńskim klasztorze w Samborze zorganizował studium filozofii. Zaprzyjaźnił się wówczas z rezydującym w mieście starostą samborskim, Jerzym Mniszchem. Wojewoda sandomierski był zresztą mocno związany z tamtejszym konwentem bernardyńskim. Gąsiorek pozyskał go jako wielkiego dobrodzieja nie tylko miejscowego klasztoru, ale i innych konwentów prowincji. Mniszech przyczynił się zatem do budowy klasztorów w Sokalu i we Lwowie. Wspierał bernardynów w Warszawie, Lublinie, Radomiu, Bodzętynie oraz Bydgoszczy. Z tej racji prowincjał bernardyński, Krzysztof Scipio del Campo (1611-1614), wygłosił na jego pogrzebie w 1613 r. płomienne kazanie. Z kolei Gąsiorek kształcił dzieci Mniszcha. Był spowiednikiem przyszłej carowej Rosji Maryny. Przygotowywał również Dymitra do przyjęcia wiary katolickiej. Dzięki tym dwu postaciom dzieje bernardynów przez krótki czas przeplatały się z wydarzeniami politycznymi Europy Wschodniej początku XVII wieku. W zamian za pomoc w dojściu do władzy Dymitr obiecał Jerzemu Mniszchowi poślubić jego córkę Marynę. W orszaku ślubnym Maryny udającym się do Moskwy znaleźli się bernardyni. Bernardyni, wyruszając do Moskwy, mieli na celu przede wszystkim założenie ośrodka misyjnego pod carskim patronatem. Przypuszczali bowiem, że nadeszła odpowiednia chwila do pojednania wschodniego sąsiada z katolicyzmem. Otrzymali oni wyraźną zgodę na wyprawę oraz pozwolenie prymasa, biskupów, a także króla Zygmunta III. Papież Klemens VIII wystosował breve upoważniające bernardynów do wzięcia udziału w misji moskiewskiej. Pierwsza audiencja u cara nastąpiła 13 maja 1606 r. Dymitr przyjął zarówno posłów polskich, jak i przybyłych razem z Maryną gości weselnych. Należy przypuszczać, że prośby związane z działalnością misyjną bernardynów w Moskwie przedstawiali carowi możni protektorzy zakonu: Jerzy Mniszech, Paweł Mniszech czy Mikołaj Oleśnicki. Prawdopodobnie również carowa, z którą zakonnicy, poprzez posługi sakramentalne, pozostawali w bliskim kontakcie, nie pozostawiła bernardynów bez opieki. W dzień po audiencji przypadła uroczystość Zesłania Ducha Świętego (Zielone Świątki, 14 maja). Bernardyni w swojej kwaterze odprawili z tej okazji wspaniałe nabożeństwo. Oprócz Polaków wzięło w nim udział wielu moskwiczan. W cztery dni później (18 maja 1606) odbyła się uroczysta koronacja i ślub Maryny z Dymitrem. Przez kolejne 16 dni z wielkim przepychem trwały uroczystości weselne. Niespodziewanie zostały przerwane przez spiskowców w nocy z 26 na 27 maja 1606 roku. Wybuchło wówczas powstanie. Opozycja bojarska z Wasylem Szujskim na czele, przygotowując bunt, wykorzystała przede wszystkim niezadowolenie ludu z faworyzowania na dworze carskim Polaków i ich obyczajów, wystawny tryb życia oraz wyraźne przejawy tolerancji w polityce wewnętrznej kraju. Car Dymitr Samozwaniec I został zamordowany. Zginęło z nim około 500 Polaków. Ocaleli niemal wszyscy znaczniejsi polscy panowie wraz z wojewodą Jerzym Mniszchem i jego córką Maryną. Uratowali się przed zagładą wszyscy bernardyńscy misjonarze. 26 sierpnia 1606 roku car Szujski wysłał ich na zsyłkę do Jarosławia nad Wołgą. Natomiast bernardyna Pawła z Łęczycy Rosjanie wraz z posłami polskimi – Mikołajem Oleśnickim i Aleksandrem Gosiewskim – umieścili w dworze poselskim w Moskwie. Zakonnik, za namową Oleśnickiego podjął pracę translatorską. Jej owocem stał się przekład z języka włoskiego na polski podręcznika geografii jezuity Jana Benesiusa Botera pt. Relacje powszechne, wydanego po raz pierwszy w Krakowie w 1609 roku. Był to pierwszy podręcznik do geografii w języku polskim.

Bernardyńscy naukowcy

Bernardyni zapisali się również innymi dziełami w kulturze polskiej.

Bartłomiej z Bydgoszczy (zm. 1548), bakałarz sztuk wyzwolonych Akademii Krakowskiej w 1532 roku ukończył pierwszą redakcję słownika łacińsko-polskiego. Opracowany na podstawie starszych słowników drukowanych i rękopiśmiennych zawierał on 4272 wyrazów polskich. W 1544 roku autor dał drugą redakcję, znacznie obszerniejszą, obejmującą około 11 tysięcy wyrazów. Słownik Bartłomieja ma wielkie znaczenie dla historii języka polskiego dzięki znajdującej się w nim imponującej liczbie słów polskich współczesnych i archaicznych.

Anzelm Polak (zm. 1522) był spowiednikiem przy kościele Grobu Chrystusa w Jerozolimie. Rezultatem jego pobytu w Jerozolimie jest pierwszy w Polsce opis Ziemi Świętej Terrae Sanctae et urbis Hierusalem descriptio (Cracoviae 1512), wydany również w języku polskim: Chorographia albo topographia to jest osobliwe a okolne opisanie Ziemi Świętej […] teraz niedawno z łacińskiego języka na polski przetłumaczona przez Andrzeja Rymszę (Wilno 1595). Swoją pracę Anzelm przeznaczył dla polskich pielgrzymów. Opracował ją, mało krytycznie, na podstawie autopsji i istniejących już opisów Ziemi Świętej.

Żyjący w pierwszej połowie XIX wieku Feliks Iwaszkiewicz w latach 20. był nauczycielem botaniki, ogrodnictwa, zoologii, chemii, mineralogii i fizyki w Szkole Średniej Wydziałowej w Traszkunach koło Wilna. Wydał on łaciński katalog Catalogus plantarum in horto botanico (Wilno 1822), w którym opisał 733 gatunki roślin rosnących w prowadzonym przez niego ogrodzie szkolnym.

Język polski w liturgii

Największą zasługą przypisywaną bernardynom przez historyków literatury średniowiecznej było wprowadzenie do liturgii pieśni kościelnych w języku polskim. Stanowiły one jeden z elementów ich szerokiej działalności duszpasterskiej, ponieważ zakonnicy wiedzieli, że wspólne śpiewanie integruje ich z wiernymi. Odbywało się ono w czasie różnych nabożeństw, uroczystych Mszy św., nieszporów oraz procesji. Bernardynom łatwo było propagować pieśni w języku polskim, ponieważ sami byli autorami wielu tekstów. W swej twórczości poruszali przede wszystkim tematykę rozwiniętego w klasztorach kultu pasyjno-maryjnego oraz świętych. Ich proste, popularne utwory stały się podstawą kanonu pieśni liturgicznych w drugiej połowie XV wieku. Z uwagi na potoczny język i nieskomplikowane melodie były one dostępne dla przeciętnego, niewykształconego odbiorcy, a do takiego w pierwszej kolejności zwracali się bernardyni. Spośród wielu niejednokrotnie nieznanych z imienia i nazwiska zakonnych autorów pieśni polskich największe zasługi na tym polu położył bł. Władysław z Gielniowa. Aleksander Brückner nazywa go pierwszym polskim poetą narodowym. Od 1488 roku, w którym to Władysław ułożył pieśń o męce Pańskiej Jezusa Judasz przedał (Jesum Judas vendidit), w klasztorach bernardyńskich w Polsce zaczął się przyjmować nowy zwyczaj – wspólnego śpiewania po kazaniu, z towarzyszeniem organów, przez braci i przez wiernych w języku ojczystym. Do naszych czasów dochowały się tylko trzy melodie do utworów bł. Władysława z Gielniowa, a mianowicie do popularnej pieśni pasyjnej Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne, antyfony Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum oraz pieśni maryjnej Imperatrix angelorum. Nie wiemy, na jakie melodie były śpiewane inne znane nam dzisiaj polskie i łacińskie pieśni Gielniowczyka. Można jedynie przypuszczać, że – jak to się wówczas bardzo często zdarzało – do wykonania z ludem swoich tekstów wykorzystywał on wraz ze swoimi współbraćmi popularne, obiegowe melodie. W świetle znanych źródeł trudno bowiem uważać bł. Władysława z Gielniowa za kompozytora.

W habicie, z szablą u boku

W polskiej historiografii bernardyni często określani są jako patrioci, którzy pielęgnują cnotę moralną miłości do ojczyzny, jej dziedzictwa kulturowego i ładu moralno-społecznego, uformowanego przez normy cywilizacji i religii, połączoną z gotowością do ponoszenia dla niej wszelkich ofiar. Zakonnicy konsekwentnie służyli ojczyźnie, troszcząc się o jej bezpieczeństwo i siłę oraz pielęgnując język i kulturę. Nie uchylali się również od obowiązku bronienia jej na wojnie, nawet za cenę własnego życia.

Zdaniem wielu badaczy udział Zakonu Braci Mniejszych w powstaniu listopadowym i styczniowym był znaczący. 29 listopada 1830 r. wybuchło w Warszawie powstanie. Środowisko bernardyńskie okazało się podatnym gruntem na hasła wolnościowe, stąd wielu zakonników uczestniczyło w ruchach wyzwoleńczych. Należy jednak pamiętać, że Stolica Apostolska zabraniała duchownym udziału w ruchach rewolucyjnych. Natomiast władze zakonne bernardynów, kapucynów, dominikanów i karmelitów wyrażały zdecydowany sprzeciw udziałowi zakonników w powstaniu. Uważali oni rewolucję za nieszczęście, a ludzi, którzy brali w niej udział, za szaleńców. Pomimo to, już w kilka dni po wybuchu powstania listopadowego 12 bernardynów zgłosiło się do oddziałów powstańczych w Warszawie. Wstąpili do pułku strzelców pieszych dowodzonych przez generała Piotra Szembeka. Wydarzenie to zostało odnotowane w „Kurierze Polskim” z 13 stycznia 1831 roku. W większości rekrutowali się oni z klasztoru św. Anny. Ich nazwiska nie są znane, ale zdaniem ks. Kamila Kantaka, byli to kandydaci na kapelanów oraz klerycy miejscowego studium teologii. Młodzi zakonnicy, niezwiązani jeszcze profesją wieczystą, brali najczęściej udział w powstaniu. Nie mieli oni zamiaru występować z zakonu, ale maszerowali lub jechali konno w habicie, z szablą u boku i krzyżem w ręku. W ten sposób jechał konno bernardyn na czele oddziału z Mazowsza 9 lutego 1831 r., wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie. Bernardyni urządzali codziennie w kościele klasztornym specjalne nabożeństwo za ojczyznę przed relikwiami św. Bonifacego, które przenieśli ze świątyni w Czerniakowie do św. Anny. Do kościoła klasztornego bernardynów przychodził często na nabożeństwa wódz naczelny Skrzynecki. Bernardyni warszawscy zapoczątkowali urządzanie uroczystych nabożeństw za poległych powstańców. 12 kwietnia 1831 r. ustawili na środku kościoła św. Anny wysoki katafalk, ozdobiony różnego rodzaju bronią, sztandarami narodowymi i nazwami miejscowości, w których stoczono walki z Moskalami. W nabożeństwie wzięli udział senatorowie, posłowie na sejm, oddział gwardii narodowej i tłum wiernych. O tym wydarzeniu rozpisała się prasa wszystkich orientacji politycznych. Jej entuzjastyczna ocena bernardynów, którzy „z własnego natchnienia” zorganizowali obrzęd, nie pozostała bez wpływu na inne wspólnoty. Przykład bernardynów oraz renoma, jaką uzyskali, stały się bodźcem dla innych zakonów do organizowania podobnych uroczystości.

Bernardyni warszawscy zostali zatrudnieni w lazarecie w Salach Redutowych, gdzie przyjęli na siebie funkcje pomocniczego personelu, którego brak szczególnie silnie odczuwano. Dozór Szpitali Wojskowych w porozumieniu z Konsystorzem Generalnym zobowiązał przełożonych zakonnych do roztoczenia opieki duszpasterskiej nad szpitalami. Bernardyni podjęli zatem duszpasterstwo w szpitalach znajdujących się w gmachu Nowego Teatru, Salach Redutowych i pałacu Kossakowskich w Warszawie. W klasztorze bernardyńskim w Józefowie nad Wisłą działał gwardian Poncjan Brzeziński (1825-1832). Poświęcił on sztandar ochotniczej grupy powstańców, wygłaszając przy tym patriotyczne kazanie. Miał on zaszyfrowany kontakt z oddziałem powstańczym po drugiej stronie rzeki. Urządził zasadzkę na Rosjan, goszcząc ich w klasztorze i upijając do nieprzytomności, a następnie, przy użyciu dzwonów i umówionych znaków, sprowadził powstańców pod dowództwem pułkownika Franciszka Młokosiewicza. Po krótkiej, nierównej walce większość pijanych oficerów i żołnierzy powstańcy wzięli do niewoli wraz z dużym zapasem zboża. Poza tym klasztor w Józefowie był punktem zbornym powstańców.

Ewa Jabłońska-Deptuła napisała, że od końca grudnia 1830 r. do połowy lutego 1831 r. w świadomości współczesnych utrwalił się obraz, przekazany przez prasę i literaturę pamiętnikarską, uzbrojonego bernardyna na koniu. Miał on wjeżdżać konno do miasta na czele oddziału powstańczego, bądź kompanii ochotników pragnących zaciągnąć się w szeregi wojska. Wspomniany już Tymoteusz Lipiński pod datą 5 stycznia 1831 r. zanotował o takim, chociaż dość dziwnym wydarzeniu, zwracając przy tym uwagę na entuzjastyczne zachowanie tłumu: „Dnia tegoż mieliśmy osobliwe swego rodzaju widowisko. Na czele kilkunastu ochotników jechał bernardyn na koniu, przy pałaszu, pistoletach i z lancą. U kaptura narzuconego na głowę miał białą kokardę. Liczne tłumy towarzyszyły mu przy okrzykach: takich nam księży potrzeba! Wiwat!”.

O podobnym epizodzie, raczej z kontestacją, napisał też jeden z kapucyńskich kronikarzy, że 20 stycznia 1831 r. przemieszczał się z oddziałem przez Nowe Miasto nad Pilicą, kierując się w stronę Warszawy, bernardyn na koniu w habicie i w ostrogach.

W pamięci innego świadka, Franciszka Gajewskiego, utrwalił się następujący obraz bernardyna: „Nie zapomnę nigdy postaci mnicha jakiegoś siedzącego na koniu w habicie i maszerującego z pułkiem jazdy sandomierskiej przez Warszawę”.

Z wielką dezaprobatą, nawet z dużą dozą zgorszenia, Kajetan Koźmian opisał kolejny przypadek: „Wchodził do Warszawy przez Leszno pułk kaliski, prawdziwa maskarada wojskowa. Na czele jego jechał bernardyn w habicie, w sandałach, z piką w ręku, a za nim cała czereda rozmaitej broni i ubiorów buńczucznych zuchów”.

Inny zakonnik bernardyński w podobnym uzbrojeniu miał towarzyszyć 2. Pułkowi Mazurów, który 2 lutego 1831 r. przybył do Warszawy.

Entuzjazm tłumów

Oceniając zaprezentowane wyżej postawy bernardynów, Ewa Jabłońska-Deptuła stwierdziła, że dla ogółu była to naturalna i poprawna postawa zakonnika w momencie, gdy powstanie stało się narodowe, a walka została podjęta w obronie ojczyzny i religii. Sugestywna postać uzbrojonego bernardyna wkraczającego do stolicy wraz z ochotnikami została przyjęta z powszechnym entuzjazmem. Przychylność towarzysząca przypadkom aktywnego włączenia się zakonników do walki zbrojnej miała swoją genezę w żywej tradycji udziału „mnichów” w konfederacji barskiej. „Uzbrojony bernardyn na koniu” urósł w świadomości współczesnych do rangi wzorca pewnego typu zaangażowania duchowieństwa zakonnego w powstanie. Tak pojęty wzorzec budził krytykę nie tylko w kręgach ludzi pokroju Koźmiana, ale przede wszystkim w kołach kościelnych. Rysował się zwłaszcza problem odniesienia tych wzorców do ideałów życia zakonnego. Wzorzec „uzbrojonego bernardyna na koniu” funkcjonował jednak w publicystyce do końca powstania. Ostatnia notatka w prasie listopadowej dotycząca zakonów kreśliła optymistyczny obraz „ku pokrzepieniu serc”: bernardyna, o. Adama z Łomży prowadzącego skuteczną partyzantkę na tyłach wroga. Niezależnie od tego, czy autor wzmianki opisał rzeczywiste fakty, czy zamieścił notatkę w celu podniesienia upadającego ducha, istotne wydaje się, że występował w niej właśnie bernardyn, stereotyp zakonnika prostego, gorliwego duszpasterza, zdolnego poderwać lud do walki z nieprzyjacielem wiary i ojczyzny.  

22 marca 1863 roku pod Kuźnicą Masłońską o. Benwenuty Mańkowski został ugodzony kulą karabinową, gdy błogosławił krzyżem żołnierzy idących do boju. Moskale dobili go bagnetami.

„Przyszłe pokolenia, jak pisał Charles Montalambert, będą sobie opowiadały o owej wspaniałej zgodzie duchowieństwa z ludem, […] o tych Bernardynach i wiejskich proboszczach, przybywających konno, z szablą u boku, aby umrzeć na czele swoich owieczek”.

Bernardyni i AK-owcy

Placyd Rusinek pseudonim „Orlicki” od lipca 1942 r. do 26 kwietnia 1946 r. będąc szefem komórki obszaru lwowskiego AK we Lwowie w klasztorze lwowskim udzielał schronienia zagrożonym aresztowaniem członkom AK, którym wyrabiał i dostarczał fałszywe dowody osobiste, metryki ślubu i urodzenia karty ewakuacyjne, paszporty ZSRR, książeczki wojskowe i pieniądze (ruble i dolary), nadsyłane systematycznie przez szefa obszaru lwowskiego AK pseudonim „Alto”. Z polecenia inspektora okręgu lwowskiego AK Stanisława Krutnia pseudonim „Jeleń”, wydrukował pięciokrotnie po 400 sztuk gazetek pt. „Słowo Polskie” o różnej treści, które nawoływały do walki z ZSRR i ustrojem Polski Ludowej. Utrzymywał kontakty z aresztowanymi członkami AK, którym przekazywał nielegalną drogą informacje o działalności AK oraz odbierał od nich spisy aresztowanych członków AK z wyszczególnieniem pseudonimów, stopni wojskowych i wysokości kar.

Pokazowy proces

W 1950 r. prowincjał bernardynów Bronisław Szepelak został aresztowany i oskarżony o przestępstwo z art. 86 § 2 k.k. WP. Sądzony w pokazowym procesie tzw. „II Inspektoratu Zamojskiego” AK w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Lublinie, w którym oprócz kapitana Mariana Pileckiego pseudonim „Jar”, komendanta II Inspektoratu Zamojskiego AK, głównymi bohaterami stali się bernardyni, wspierający oddziały AK. Zarzucano mu, że w l. 1946-48 tolerował pomoc dla „bandy dywersyjno-szpiegowskiej Mariana Pilarskiego pseud. >>Jar<<, komendanta Obwodu Zamojskiego WiN i z nią współpracował”. Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie po rozpoznaniu sprawy 16 X 1951 r. skazał Szepelaka na 15 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich na 5 lat oraz przepadek mienia na rzecz Skarbu Państwa. Najwyższy Sąd Wojskowy postanowieniem z 23 X 1951 r. zmienił kwalifikację prawną w stosunku do Szepelaka i złagodził karę do 10 lat więzienia wraz z karą dodatkową. Złagodzenie kary podyktowane było wiekiem oskarżonego (64 lata) i złym stanem zdrowia. W rzeczywistości i tę karę złagodzono do 5 lat więzienia. W sumie Szepelak przebywał w więzieniu: w Krakowie (20 X 1950-9 XI 1950), Lublinie (10 XI 1950-31 V 1952) i Wronkach (1 VI 1952-20 I 1954). Po żmudnych staraniach Tadeusza Szarzyńskiego, lwowiaka, siostrzeńca Szepelaka, w dniu 10 III 1993 r. sędzia Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie zawiadomił, że postanowieniem Sądu z dnia 9 III 1993 r. uznano za nieważny wyrok byłego Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie z dnia 16 X 1951 r. o sygn. akt: Sr-406/51 dot. Andrzeja Szepelaka. Unieważnienie wyroku równoznaczne jest z uniewinnieniem Pana Andrzeja Szepelaka od popełnienia zarzucanego mu czynu i stanowi pełną rehabilitację.

Wspólnota widzów

Polecane artykuły

To nie aborcja jest miłosierdziem dla dziecka | Podlewska i Bałtroszewicz

To nie aborcja jest miłosierdziem dla dziecka, ale urodzenie go i opieka paliatywna! ➤ Czy...

Festiwal Echo 19-22 listopada 2020 r.

Festiwal Echo to wydarzenie, które jest echem organizowanych przez partnerów festiwali. Projekt ten polega na wspólnej organizacji przedsięwzięcia festiwalowego, na którym każdy...

Św. Andrzej Bobola, Patron na XXI w. Wywiady

Cz. 1. Św. Andrzej Bobola kojarzy się przede wszystkim z jednym z największych kaznodziejów i męczenników. Tymczasem to...

Dlaczego je zabrałeś, Boże?

"Co mogliśmy zrobić?", "Czy można było tego uniknąć?" – pytają mamy i ojcowie po stracie. Poronienie to dramat, którego doświadcza ok. 20%...

Walkę o młodzież możemy jeszcze wygrać (Wideo)

W Polsce od kilku lat organizacje genderowe próbują wejść do szkół i wydają książki, które skupiają uwagę młodych wyłącznie na seksualności. W...

Sklep EWTN Polska

Zajrzyj do naszego sklepu z wieloma publikacjami książkowymi