Stygmaty rozbudzają wyobraźnię naukowców i są pomocą w wierze dla wielu katolików. Jednak czy każdy stygmat oznacza świętość?
Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: Jan Włodzimierz Brewczyński, EWTN Polska | 12 marca 2026 |
Photo credit: Elia Stelluto, domena publiczna
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Stygmaty to jedno z najbardziej fascynujących zjawisk z pogranicza religii, medycyny i psychologii. Termin ten pochodzi od greckiego słowa stigma, oznaczającego „znamię” lub „piętno”. Zdaje się że obecne znaczenie słowa piętno bardziej pasuje, ponieważ było wypalane przestępcom lub niewolnikom.
Zmiana skojarzeniowa zaszła później. Pierwszym stygmatykiem we współczesnym, religijnym znaczeniu był św. Franciszek z Asyżu, którego w tym roku jubileusz obchodzimy. Jednak nie był ostatni. Na przestrzeni stuleci zebrała się pokaźna grupa osób obdarzonych specjalnymi znakami. Grzegorz Fels w swojej książce „Tajemnice stygmatyków. Wielcy mistycy i mali oszuści” zaznacza, że w dziejach Kościoła doliczono się ponad 350 osób, z czego tylko 54 stanowili mężczyźni.
Co ciekawsze 321 osób było wyznania katolickiego, zaś tylko 62 spośród nich zostały później uznane za błogosławionych czy świętych. Stygmaty pojawiają się także wśród wyznawców Islamu. Jak wiec odróżnić dar od Jezusa od tego, który od Niego nie pochodzi?
Można być sceptycznym
Katechizm Kościoła Katolickiego w swoim 67 punkcie jasno zaznacza, że objawienia prywatne, a do takowych zaliczamy stygmaty, nie należą do depozytu wiary. W takim razie nie ma obowiązku w nie wierzyć, nawet jeżeli Kościół swoim autorytetem uznał ich prawdziwość. Jak czytamy rolą objawień prywatnych „nie jest „ulepszanie” czy „uzupełnianie” ostatecznego Objawienia Chrystusa, lecz pomoc w pełniejszym przeżywaniu go w jakiejś epoce historycznej.”
Co więcej procedura badania świętości człowieka nie może ograniczać się do daru stygmatów. To znaczy, że rany, które na pierwszy rzut oka moglibyśmy nazwać stygmatami, same z siebie nie są oznaką świętości człowieka. Ale o procedurze za chwilę.
Jeszcze jednym, niezwykle dla mnie ciekawym wątkiem jest uznanie stygmatów jako takich. Grzegorz Fels w swojej książce zaznacza, że „Kościół oficjalnie uznał stygmaty tylko u dwóch świętych: Świętego Franciszka z Asyżu i Świętej Katarzyny ze Sieny. Święto liturgiczne świętych stygmatów Katarzyny ze Sieny przypada 29 kwietnia, a zostało ustanowione w 1727 roku. Zaś 17 września przypada w kalendarzu liturgicznym święto stygmatów Świętego Franciszka z Asyżu.”
Stygmatycy i różne rodzaje stygmatów
W stygmatach nie chodzi o same rany. Są one pewnego rodzaju osobistym, intymnym uczestnictwem w Męce Jezusa. Są one wyrazem wiary i łączą się z objawieniami prywatnymi. Rozróżniamy stygmaty widzialne, ale także niewidoczne. Czasami pojawiają się na dłoniach, a czasami na nadgarstkach. Jedni mają rany na głowie, a inni nie.
Czasami stygmaty są dane na poszczególne dni tygodnia, a czasami są widoczne przez cały czas. Czasami też nie pojawiają się regularnie. To co łączy wszystkie prawdziwe, to kult Męki Jezusa i świętość osoby, która je ma.
Jak wspomniałem, pierwszym opisanym stygmatykiem był św. Franciszek z Asyżu, o którym napisałem osobny artykuł. Każdy interesujący się tematem słyszał o św. o. Pio, św. Ricie z Cascii czy Teresie Neumann. Z polskiego podwórka nie możemy zapomnieć o św. Faustynie Kowalskiej, czy Wandzie Boniszewskiej. Ponieważ ten artykuł i tak jest już dość długi, pozwolę sobie tylko na kilka porównań.
Klaryska kapucynka
Przypadek św. Weroniki Giuliani (1660-1727) jest fascynujący. Zostawiła po sobie 22 tysiące stron rękopisów dziennika. Z tych najwcześniejszych wspomnień św. Weronika przytacza też niesamowite spotkanie z Dzieciątkiem, kiedy to ujrzała przy zrywaniu kwiatów. „Ja jestem prawdziwym kwiatem” – powiedział Jezus i zniknął. Jej życie było jak róża, piękne i pełne cierni. Z mniej drastycznych opisów – już będąc w zakonie, przez trzy lata na życzenie Chrystusa spożywała jedynie chleb i wodę. Wszystko to po to, aby uczestniczyć w cierpieniach Zbawiciela i wraz z Nim przyciągać ludzi do Boga, który obrażany jest nieustannie najokropniejszymi grzechami.
W 1697 r. św. Weronika będąc w swojej celi otrzymała dar stygmatów, który opisała „w pewnym momencie zobaczyłam jak z Jego pięciu ran wyszło pięć jasnych promieni, które zbliżyły się do mnie. Widziałam je, jak stawały się małymi płomieniami. W czterech znajdowały się gwoździe, a w jednym była włócznia jakby ze złota, cała rozżarzona, która przebiła mi serce. Gwoździe natomiast przebiły moje ręce i nogi”.
Jej stygmaty wzbudziły zainteresowanie władz Kościoła. Została przesłuchana przez Święte Oficjum, którego przedstawiciele nie wierzyli w autentyczność stygmatów oraz objawień. Zastosowano test – jej ręce owinięto materiałem, który zapieczętowano. Mimo że Weronika nie miała dostępu do ran przez długi czas, po zdjęciu opatrunków lekarze stwierdzili, że stygmaty nie tylko nie zniknęły, ale nadal krwawiły, a tkanka nie wykazywała oznak infekcji ani gnicia, co przy słabym stanie higieny i braku opatrunków powinno nastąpić błyskawicznie. Wówczas uznano, że nie kłamie.
Już po śmierci św. Weroniki lekarze odkryli na jej sercu symbole i znaki Męki Chrystusa. Odpowiadały one rysunkowi jaki pozostawiła w swoim dzienniku.
Św. ojciec Pio i Teresa Neumann
O ojcu Pio słyszał każdy katolik. Warto przypomnieć, że nie ze względu na stygmaty został ogłoszony świętym. Same stygmaty zniknęły po jego śmierci. Pierwsze rany pojawiły się u niego latem 1910 roku, kilka miesięcy po przyjęciu święceń kapłańskich. Jednak zawstydził się tym faktem i prosił, by zniknęły. Stały się one niewidoczne, chociaż były bolesne. Ta niewidzialna forma stygmatyzacji trwała osiem lat i pojawiała się w czwartki, piątki, soboty i wtorki.
Stygmaty stały się ponownie widzialne 20 września 1918 roku podczas samotnej modlitwy przed krzyżem. Były to rany na rękach, nogach i boku, które broczyły krwią. Św. Pio opisując ból wymieniał także serce. Krew z ran miała mieć kwiatowy zapach.
W podobnym czasie żyła Teresa Neumann. Stygmaty pojawiły się u niej w 1926 roku i towarzyszyły jej aż do śmierci przez 36 lat. Miała rany na dłoniach, stopach, boku, a także rany na głowie oraz „krwawe łzy”. Rany otwierały się w niemal każdy piątek, czemu towarzyszyły głębokie ekstazy. Teresa miała wtedy wizje męki Pańskiej, podczas których mówiła w językach, których nie znała (m.in. w archaicznym aramejskim). Miała żywić się wyłącznie codzienną Komunią.
Wielokrotnie publicznie krytykowała Adolfa Hitlera. Dzięki powszechnej opinii świętości gestapo, pomimo licznych rewizji, nigdy nie odważyło się jej aresztować. Mimo tej opinii jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się dopiero w 2005 roku i po 21 latach nadal nie został zakończony.
Siostra od Aniołów
Siostra Wanda Boniszewska urodziła się 20 maja 1907 r. jako czwarte z jedenaściorga dzieci. Również w jej powszechnej opinii świętości nie najważniejsze są stygmaty, a jej pragnienie bycia przy „osamotnionym” Jezusie. Kilka razy otrzymała zapowiedź stygmatów, ale stałe odczuwanie bólu (ręce, nogi, bok, głowa) rozpoczęło się w 1927 r. Stygmaty zewnętrzne s. Wanda miała od 1933 r.
W 1950 roku trafiła do sowieckiego obozu za goszczenie jezuity – ks. Ząbka. Został on oskarżony o bycie szpiegiem Watykanu. Została skazana i wywieziona na zachodnią Syberię. Tam trafiała do zimnego karceru za publiczną modlitwę. Była bita, stosowano elektrowstrząsy. Z powodu złego stanu zdrowia często trafiała do szpitala. Tamtejsi lekarze uznali, że rany na rękach zapewne wynikają z pękających żylaków, jednak choć bardzo się starali, nie byli w stanie wytłumaczyć rany na boku. Na stronie Zgromadzenia czytamy, że po powrocie z obozu, s. Wanda zapisała, że odczuwa ból, ale śladów zewnętrznych nie ma. Odeszła do Pana w marcu 2003 roku, a wiele z sióstr nie wiedziało o stygmatach.
Kościelne badanie zjawisk nadprzyrodzonych
W „Normach postępowania w ocenie domniemanych zjawisk nadprzyrodzonych” wydanych przez Dykasterię Nauki Wiary czytamy, że obowiązkiem biskupa diecezji, w której doszło do domniemanego zjawiska nadprzyrodzonego, jest powołanie komisji dochodzeniowej. W jej skład powinien wchodzić przynajmniej jeden teolog, jeden kanonista i jeden ekspert w danej tematyce, „a której celem jest nie tylko stwierdzenie co do prawdziwości faktów, ale zgłębienie każdego aspektu tego wydarzenia, tak aby przekazać biskupowi diecezjalnemu wszelkich elementów przydatnych do oceny.”
Jak rozpoznać, czy sytuacja nadzwyczajna, a w kontekście tego artykułu – stygmat – pochodzi od Boga?
Za cudem przemawia:
- Wiarygodność i dobre imię osób, które twierdzą, że są odbiorcami nadprzyrodzonych wydarzeń lub są bezpośrednio zaangażowane w takie fakty, a także przesłuchanych świadków. W szczególności należy wziąć pod uwagę równowagę psychiczną, uczciwość i prawość w życiu moralnym, szczerość, pokorę i stałą uległość wobec władzy kościelnej, gotowość do współpracy z nią oraz promowanie ducha autentycznej komunii kościelnej.
- Prawowierność doktrynalna danego zjawiska i ewentualnie związanego z nim przesłania.
- Nieprzewidywalny charakter zjawiska, z którego jasno wynika, że nie jest ono wynikiem inicjatywy zaangażowanych osób.
- Owoce życia chrześcijańskiego. Wśród nich powinno się zweryfikować istnienie ducha modlitwy, nawrócenia, powołania do kapłaństwa i życia zakonnego, świadectwa miłości, a także zdrowa pobożność oraz obfite i stałe owoce duchowe. Należy ocenić wkład tych owoców we wzrost komunii kościelnej.
Wśród kryteriów negatywnych Dykasteria wymienia:
- Ewentualna obecność oczywistego błędu co do faktu.
- Ewentualne błędy doktrynalne. W tym względzie należy wziąć pod uwagę możliwość, że osoba, który twierdzi, że jest odbiorcą wydarzeń pochodzenia nadprzyrodzonego, dodaje – nawet nieświadomie – czysto ludzkie elementy do prywatnego objawienia lub pewne błędy pochodzenia naturalnego, niewynikające ze złej intencji, ale z subiektywnego postrzegania zjawiska.
- Duch sekciarski, który generuje podział w łonie Kościoła.
- Ewidentne dążenie do zysku, władzy, sławy, rozgłosu społecznego, osobistych korzyści ściśle związanych z faktem.
- Poważne czyny niemoralne, popełnione w czasie lub przy okazji zdarzenia przez daną osobę lub jej zwolenników.
- Zmiany psychiczne lub tendencje psychopatyczne u danej osoby, które mogły mieć wpływ na domniemany fakt nadprzyrodzony lub psychoza, zbiorowa histeria czy inne elementy, które można przypisać zakresowi patologicznemu.
Biskup diecezjalny wydaje jedną z sześciu rodzajów decyzji, a następnie sprawa jest przekazywana do Dykasterii Nauki Wiary w celu sprawdzenia. Jednak nawet najbardziej pozytywna decyzja, jaką jest „Nihil obstat” nie uznaje nadprzyrodzoności zjawiska. Procedurę w tym zakresie może rozpocząć jedynie papież.
Te wszystkie i wiele więcej przepisów świadczą o tym, że Kościół wierzy w cuda, ale uznanie ich wymaga sprawdzenia, czy na pewno mogą być „pokarmem dla wiary, nadziei i miłości, które są dla każdego niezmienną drogą zbawienia”. W historii są znane sytuacje, gdy ktoś sam zadawał sobie obrażenia, albo okaleczenie faktycznie wynikało z kwestii psychicznych.
Stygmaty kontra sceptycy
Najprostszym do wyjaśnienia znakiem nadzwyczajnym jest krwawy pot. To rzadkie, ale udokumentowane medycznie zjawisko. W sytuacjach ekstremalnego stresu, naczynia włosowate oplatające gruczoły potowe pękają. Krew miesza się z potem i wydostaje na powierzchnię skóry przez pory.
Odnośnie ran, naukowcy stwierdzają iż może dochodzić do niezwykle silnej autosugestii. Znane są przypadki osób, które pod hipnozą, po informacji, że zostaną dotknięte rozżarzonym metalem dostawały w tym miejscu rzeczywistych pęcherzy oparzeniowych, podczas gdy dotykano ich przedmiotem, czy palcem o zwykłej temperaturze. Po dłuższym czasie widać było ślady jakby po oparzeniu, a w niektóre badania skutkowały nawet bliznami.
Jednak mimo badania skutków zaburzeń konwersyjnych czy roli neuropeptydów, to lekarze wciąż nie potrafią wyjaśnić braku infekcji, które naturalnie pojawiają się przy nieleczonych, otwartych ranach. Ciężko też wyjaśnić w jaki sposób u wielu stygmatyków rany pojawiały się i następnie goiły się błyskawicznie.
Sceptycy stwierdzają, że stygmaty są dowodem na to, że granica między psychiką a biologią jest znacznie cieńsza, niż nam się wydaje. To raczej „cud ludzkiego organizmu” niż zawieszenie praw fizyki. Jednak póki nauka rozkłada ręce, pozostaje miejsce dla wiary. A jeśli nauka kiedyś je wytłumaczy, to i tak świętość nie jest zależna od stygmatów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ:
słowa kluczowe: Stygmaty, cuda, zjawiska nadprzyrodzone, św. Franciszek z Asyżu, św. ojciec Pio, Teresa Neumanna, Wanda Boniszewska,









![USA: Abp Bernard Hebda „Tylko jedna rzecz jest konieczna!” [LIST]](https://ewtn.pl/wp-content/uploads/2026/05/arch.hebda_-100x70.avif)