• Wychowywanie dzieci zgodnie z wartościami zawsze było wyzwaniem, ale w dzisiejszym świecie stało się jeszcze trudniejsze.
    Maryja z tęczową aureolą, parodia Eucharystii, profanacja Najświętszego Sakramentu, a teraz w przededniu 75. rocznicy rozpoczęcia walk powstańczych wpis jednego z posłów „totalnej opozycji” z symbolem Powstania Warszawskiego na fladze LGBT…
    Niszczenie wszystkiego co święte, wartościowe i dobre w imię promocji „tolerancji”…
    Z drugiej strony my chrześcijanie walczący dla dobra nas, naszych dzieci, naszych wartości… Spotkania, marsze, przepychanki, poniżanie, prowokacje . I tak Sodoma i Gomora spotyka się z chrześcijaństwem. Niczym w czasach spotkania Abrahama z Bogiem…
    Nie ma szacunku do korzeni europejskich, nie ma szacunku do bohaterów. Młodzi ludzie zewsząd indoktrynowani są odmoralnionym światem, w którym mieć, już dawno wyparło być.
    Walka i budowanie kapitału politycznego, podziały w Rodzinach wszystko głęboko uargumentowane. Wszyscy w jedną i w drugą stronę walczą w swoim mniemaniu o dobrą sprawę. Wspomniany wyżej poseł we wpisie na TT mocno podkreśla, że nic nie zmieni faktu, iż „geje i lesbijka walczyli w powstaniu”… I co z tego wynika? Nic ponad to, że skoro za czasów sodomskich, były te grzechy, to w 1944 roku też.
    Tylko żadne z owych wspomnianych osób walczących nie obnosiły się ze swoją orientacyjną seksualną. Nikt z nich nie miał tęczowej opaski na ramieniu. Ktoś powie „bo się bali, wstydzili, byli stłamszeni”. Nie Oni się nie bali, Oni tryskali odwagą, wolą walki, ale… o prawdziwe wartości.
    Oni musieli codziennie dawać dowód swojej determinacji w walce o Nas, a swoje prywatne życie – jak mieli możliwość – przeżywali prywatnie. Bo tak działają bohaterowie.
    Dziś bohaterowie zamiast ponurych mundurów, mają kolorowe kuse wdzianka, zamiast barw ochronnych, ostry makijaż, a nad ich głowami powiewają tęczowe, a nie biało czerwone flagi. Widać jaka walka, tacy i jej bohaterowie…
    A my chrześcijanie stajemy w tym wszystkim, jedni radykalnie, drudzy dyplomatycznie. Jedni niczym Piotr w ogrodzie oliwnym, który dla Jezusa nie bał się nawet miecza podnieść na strażnika, co nie przeszkodziło mu zaprzeć się Mistrza chwilę później. Inni starając się niczym ojciec Abraham negocjować z Bogiem, aby może zachował miasto, ze względu na sprawiedliwych. Wszyscy pokiereszowani raz po raz dostając w samo serce naszej godności, wszyscy wkręcając się w niekończące się polemiki, dyskusje i podziały wśród nas samych. Bo jedni tak reagują, inni inaczej. Każdy wie lepiej, co powinien drugi. Wchodzimy często sprowokowani w zachowania niegodne, uwłaczające człowiekowi. Poniesieni emocjami zapominamy, o co walczymy… Wyzwiska, obelgi, rzucanie się na adwersarzy… Dajemy się sprowokować, udostępniamy informacje, powielamy posty. Zaczyna być głośno o tym czy innym wpisie…
    I działa to dokładnie według ich planu. Nieważne jak, ważne, aby się mówiło… I się mówi. I tak brniemy jedni i drudzy w otchłań, jedni nieszczęśliwi, biedni, pokaleczeni, oszukani i zmanipulowani przez elity, ludzie chcący pod kolorami tęczy ukryć swój ponury ból istnienia. Walczący z jednej strony o różnorodność i tolerancję z drugiej o możliwości zabijania dzieci z zespołem Downa, jeszcze zanim rozpromienią, świat swoim szczerym uśmiechem.
    Drudzy z krzyżem w ręku, przerażeni, ze strachem o dzieci, walczący, zamiast z ideologią, to z człowiekiem, zapominając, że na tym krzyżu zawisł człowiek i za nas, i za nich.
    Wciągnięci w lej bitwy o dobro, pisząc, przekrzykując się, rzucamy nasze argumenty, tracimy czas zostawiając nasze dzieci na pastwę telefonów, tabletów i internetu. Zapominamy o pielęgnowanie Rodziny, w myśl walki o szczytne cele. Wplątani w tryby błędnego koła, podsycani przez zgubną ideologię i walkę z nią, paradoksalnie stajemy się jej sprzymierzeńcem. Różnice, podziały polityczne, ideologiczne. Spotkania rodzinne pod znakiem sporów o to, kto jest za kim… My z prawej strony sceny, my chrześcijanie, my Rodziny. Za bardzo radykalnie, za bardzo liberalni, niszczymy się wewnętrznie, realizując lewicowe postulaty uderzające w Rodzinę i wartości chrześcijańskie. Ponosimy ofiary, a zapominamy o Miłosierdziu. Staramy się o radykalizm w walce ze złem, a zapominamy o mocy modlitwy. Wyskakujemy jak Piotr z mieczem, a potem w czasie modlitwy zasypiamy, kończąc płaczem, gdy zapieje kogut, a my znów się Go zaprzemy…
    Czy jesteśmy jeszcze w stanie, wśród tej ogarniającej nas fali zła, zgorszenia usłyszeć cytowane przez Ewangelistę Mateusza słowa Jezusa „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!” Czym jest werset modlitwy Ojcze nasz „I wybacz nam, jako i my wybaczamy…” ? Czy bierzemy jeszcze na poważnie, to o co prosimy Boga? Czy Bóg mówił o tym, że mamy kochać tylko tych, co dobrze nam czynią, czy raczej mówił także o miłości nieprzyjaciół? Nie chodzi o to, żeby teraz zło zapakować w piękny papierek i udawać, że jest dobre. Nie chodzi o to, żeby teraz zło zapakować w piękny papierek i udawać, że jest dobre. Nie chodzi o to, żeby udawać, że nic się nie dzieje! Trzeba walczyć, ale w myśl zasady, którą walczył do samej śmierci bł. Ks. Jerzy Popiełuszko „zło, dobrem zwyciężaj” Jeśli my nie będziemy brać Ewangelii na 100%, to co zrobią nasze dzieci? Świat pokazuje im niedostatki chrześcijan.
    Kryzys Kościoła jest faktem. Skandale, indoktrynacje, wytykanie błędów hierarchów… Wymagania, ograniczenia, krzyż… To tak świat sprzedaje naszym dzieciom religię, wiarę i Boga. Wolność, kasa, łatwe życie, bez zakazów… to, kontroferta? Czy jest jakieś antidotum? Czy walka nienawiścią z nienawiścią uratuje nasze następne pokolenia? Nie! Bo młodzież wytknie nam hipokryzję, młodzież, która potrzebuje autentyczności i świadectwa prawdy. A dzieci z „dobrych” domów, zacytują fragmenty Ewangelii, które nas obnażą.
    Ale lekarstwo jest! Mówił o nim nasz Święty Papież Jan Paweł II „Na kryzys cywilizacji trzeba odpowiedzieć cywilizacją miłości !!!” (List apostolski Tertio millennio adveniente 1994). Pokazujmy w naszych Rodzinach, na czym polega zło, które dzieje się na świecie. Pielęgnujmy wartości, uczmy dzieci modlitwy i wiary w jej moc, odwagi i patriotyzmu.
    Ale przede wszystkim stańmy się dla nich znakiem zapytania… Jak to jest możliwe wybaczać, kochać nieprzyjaciół i nie odpłacać złem za zło lecz z mądrością i z modlitwą budować dobry świat…
    Bo najlepsze rozwiązanie to to z różańcem i Ewangelią w ręku : ” Wśród tandety lśniąc jak diament Być zagadką, której nikt Nie zdąży zgadnąć nim minie czas.” Tak, aby Bóg, znalazł choć 10 sprawiedliwych…
    Jolanta Marchwacka
EWTN Polska

FREE
VIEW