„Podczas, gdy większość ludzi pracuje na tytuły przed swoim nazwiskiem, my pracujemy na określenie «święta».”

 

Telewizja, która powstała z… wiary

Matka Angelica Rizzo, klaryska klauzurowa z USA, poczuła pewnego dnia natchnienie, by… założyć telewizję. Choć nie miała pieniędzy, doświadczenia ani współpracowników, dziś jej stacja nadaje na całym świecie. W październiku pojawiła się także w Polsce.

 

Co robi na co dzień siostra klauzurowa?

Klaryski od Wieczystej Adoracji, zakon klauzurowy należący do rodziny franciszkańskiej, powstał w 1854 roku we Francji. Jak w każdym zgromadzeniu klauzurowym, tak też w zakonie klarysek kontakt sióstr ze światem zewnętrznym jest ściśle ograniczony. Tylko niektóre z nich mogą komunikować się z otoczeniem, spotykać z innymi ludźmi, wychodzić na zewnątrz.

Szczególnym charyzmatem Zakonu Klarysek od Wieczystej Adoracji jest ubóstwo i właśnie adoracja Najświętszego Sakramentu. Również w Polsce można znaleźć domy klarysek klauzurowych w kilku miastach, między innymi w Bydgoszczy, Słupsku czy Ząbkowicach Śląskich.

Na stały schemat dnia sióstr składają się: modlitwa brewiarzowa, posiłki i praca. Zakonnice uczestniczą także we mszy świętej oraz zapoznają się z dziełami teologicznymi i z… wiadomościami na temat Kościoła i świata. Modlą się za tych, którzy za murami klasztoru najbardziej tego potrzebują. Życiem sióstr rządzi surowa reguła, dyscyplina i skromność: wszystko na chwałę Bożą.

Kto by pomyślał, że w takich warunkach narodzi się… telewizja!

Trudne dzieciństwo

Założenie telewizji, kiedy jest się siostrą zakonną w klasztorze klauzurowym, nie było jednak pierwszą życiową trudnością, z którą musiała zmagać się Angelica Rizzo. Być może to niedole, jakich doświadczała od wczesnego dzieciństwa, zahartowały w niej cnotę wytrwałości i umocniły na resztę życia.

Rita Antoinette Rizzo – bo takie imiona i nazwisko nosiła w życiu świeckim – urodziła się 20 kwietnia 1923 roku w stanie Ohio w USA, w rodzinie o włoskich korzeniach. Była jedynym dzieckiem swoich rodziców: gdy miała zaledwie pięć lat, ojciec opuścił rodzinę, a dwa lata później rodzice się rozwiedli. Był to dopiero początek dramatów, które nękały ją przez pierwszy etap jej życia. Wraz z matką cierpiały biedę: nie tylko dlatego, że były same, lecz także z powodu Wielkiego Kryzysu, szalejącego wówczas w Stanach Zjednoczonych. Jakby tego było mało, jej matka zmagała się z niechęcią otoczenia: w tamtych czasach porzucona przez męża kobieta z małym dzieckiem nie wzbudzała współczucia, ale była odbierana jako osoba z marginesu społecznego. „Byłyśmy biedne, głodne i ledwo udawało nam się przeżyć z dnia na dzień. Mama chwytała się różnych dziwnych, doraźnych zajęć, dopóki nie znalazła zatrudnienia w pralni chemicznej jako uczennica żydowskiego krawca. Ale nawet wtedy oszczędzałyśmy każdy grosz, żeby mieć co włożyć do garnka” – wspominała już jako dorosła. „Rita nigdy nie miała dzieciństwa” – powie później jeden z jej kuzynów.

Zdarzało się, że nie miały za co opłacić mieszkania: wówczas wracały do domu rodziców mamy Rity. Ponieważ budynek był niewielki, a z rodzicami mieszkali jeszcze czterej bracia matki Rity, zajmowała ona z córeczką poddasze. Pewnego dnia miała jednak miejsce kolejna tragedia: u dziadka Rity nastąpił wylew krwi do mózgu, który spowodował paraliż jednej strony ciała. Odtąd już do końca życia musiał on poruszać się o lasce.

Pierwsze cuda

W życiu Rity działy się też jednak rzeczy dobre. Gdy miała jedenaście lat, zdarzył się pierwszy cud: uniknęła potrącenia przez samochód. Dziewczynka biegła do autobusu i nie zauważyła nadjeżdżającego auta. Gdy je wreszcie dostrzegła, zastygła w bezruchu. A wtedy… poczuła, jak czyjeś ręce chwytają ją za ramiona i unoszą do góry. Kierowca autobusu, który widział całe zdarzenie, powiedział później, że nigdy w życiu nie widział nikogo skaczącego tak wysoko.

Gdy mała Rita podrosła, zaczęła uczęszczać do szkoły prowadzonej przez zakonnice. I… wcale się jej tam nie spodobało. „To były najbardziej wredne istoty na Ziemi” – wspominała potem. Siostry stosowały wobec Rity ostrą dyscyplinę ze względu na rozwód jej rodziców. Znów zaważyło popularne wówczas przekonanie, że takie rzeczy jak rozstanie małżonków zdarzają się tylko wśród rodzin patologicznych…

W liceum – już świeckim – Rita należała do mażoretek: dziewcząt, które występują w pochodach ulicznych, wymachując i żonglując buławami. Ogólnie jednak, jak wspomina, w szkole nie szło jej dobrze: martwiła się stanem psychicznym matki – kobiety bardzo wrażliwej. „Myślami byłam wówczas przy mamie, co dzień zastanawiając się, czy tego dnia popełni samobójstwo, czy nie.” Rita nie miała bliskich przyjaciół: bała się, że mama odbierze jej relację z kimś innym jako zagrożenie. Nie miała też chłopaka. „Nigdy nie byłam na randce; nigdy nie chciałam na żadną iść. Po prostu nie miałam ochoty. Mając najgorsze możliwe doświadczenia związane z małżeństwem, nie chciałam być żoną.”

Gdy miała szesnaście lat, gwar szkolnego życia zaczął ją naprawdę męczyć. Przepisano jej nawet leki na zaburzenia nerwowe. Kiedy stan psychiczny jej mamy znów się pogorszył, umówiła się z dziadkami, że opuści dom i pojedzie do krewnych do Filadelfii.

A to nie koniec trudności, przez które wówczas przechodziła. U Rity utrzymywały się silne bóle brzucha, na które nie pomagały żadne leki. Po pewnym czasie, gdy nic nie skutkowało, jej matka zabrała ją do Rhody Wise: mistyczki i stygmatyczki, która doświadczała wizji Jezusa i świętej Teresy z Lisieux. O kobiecie krążyły słuchy, że uzdrawia chorych. Dziś wiemy prawie na pewno, że tak było: Rhoda została już ogłoszona Sługą Bożą, a w lipcu tego roku do Watykanu trafiły dokumenty do jej procesu beatyfikacyjnego.

Jakie uczucia towarzyszyły Ricie, gdy przekraczała próg domostwa Rhody? Mistyczka zleciła dziewczynie proste zadanie: odmawianie nowenny i ślub, że jeśli zostanie uzdrowiona, będzie rozszerzać wiarę w Jezusa i kult świętej Tereski. Ostatniego dnia modlitwy, 18 stycznia 1943 roku, zdarzył się cud: ból znikł. Wydarzenie to odcisnęło piętno na całym przyszłym życiu Rity. „Zrozumiałam wówczas, że Bóg zna mnie, kocha i że go obchodzę. Wszystko, co chciałam zrobić po swoim uzdrowieniu, to oddać się Jezusowi” – mówiła po latach.

Powołanie i… kolejne cudowne zdarzenia

I tak się stało. Pewnego wieczora 1944 roku, gdy weszła na chwilę do kościoła, by się pomodlić, poczuła pragnienie życia zakonnego. Za radą znajomego księdza, któremu się zwierzyła, zaczęła więc odwiedzać różne zgromadzenia, by skonkretyzować swoje powołanie. Pierwszym, do którego poszła, był zakon czynny i tam zrozumiała, że bardziej nadaje się do życia kontemplacyjnego. Potem złożyła wizytę we wspólnocie Klarysek od Wieczystej Adoracji i poczuła się tam jak w domu. Od tej chwili wiedziała, że zwiąże swoje życie z klasztorem tego zakonu kontemplacyjnego w Cleveland w rodzinnym stanie Ohio. 15 sierpnia 1944 roku zakon zaakceptował ją jako postulantkę. Miała wówczas tylko dwadzieścia jeden lat. Nastąpiło też jej kolejne uzdrowienie: tym razem z dolegliwości zwanej wodą w kolanie, sprawiającej jej ból i uniemożliwiającej modlitwę na klęczkach.

8 listopada 1945 roku miały miejsce jej obłóczyny (śluby wieczyste złożyła 2 stycznia 1953 roku). Niedługo potem Angelica – bo takie przyjęła imię zakonne – przeniosła się do nowego klasztoru zgromadzenia w swoim rodzinnym mieście Canton. I znów, kiedy wydawało się, że wszystko będzie wreszcie dobrze, życie siostry potoczyło się inaczej, niż oczekiwała. W 1946 roku miała wypadek: maszyna do czyszczenia podłóg przewróciła ją i zraniła jej kręgosłup, powodując uraz i silny ból. A Angelica znowu złożyła ślub, który miał zaważyć na jej życiu: tym razem obiecała zbudowanie klasztoru w którymś z południowych, tradycyjnie protestanckich stanów USA, jeśli po koniecznej po wypadku operacji kręgosłupa znów będzie mogła chodzić. I, choć zabieg się nie udał, Angelica mogła po nim poruszać obiema nogami! Zakonnica dotrzymała obietnicy: tak powstał w Irondale– mieście, w którym było wówczas jedynie dwa procent katolików – w Alabamie klasztor pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej.

Kariera? Raczej głoszenie Słowa Bożego

Na początku lat sześćdziesiątych Angelica, która wtedy mogła już posługiwać się tytułem matki, wygłosiła także kilka konferencji, które spotkały się z przychylnym przyjęciem. Dostrzegł to biskup Joseph Vath, który zachęcił ją do głoszenia Słowa Bożego, tak by dzięki jej staraniom docierało ono również do świeckiej publiczności. Siostra zaczęła więc nagrywać kasety audio i wideo, a także napisała swoją pierwszą książkę.

Jej zapał był ogromny, a popularność rosła. I tak w latach siedemdziesiątych zaczęła prowadzić własny program wyświetlany w katolickiej stacji. Zgoda Kościoła na jej wystąpienia telewizyjne była w tym przypadku czymś wyjątkowym: nadal była przecież siostrą klauzurową! Nie znaczy to jednak, że była celebrytką i żyła w luksusach: początkowo ona i zakonnie z jej klasztoru utrzymywały się ze sprzedaży szkiców węglem, własnoręcznie robionych różańców i… przynęt wędkarskich, które nazwały przynętami świętego Piotra.

Już podczas pierwszej wizyty w studiu telewizyjnym zrobiło ono na Angelice wielkie wrażenie. Jednak pewnego dnia Matka Rizzo dowiedziała się, że stacja, w której ma ona swój program, zamierza nadać film o obrazoburczej treści. Na to zakonnica nie mogła się zgodzić. Postanowiła więc odejść i… założyć własną telewizję! I w tym momencie historia cudów, które wydarzyły się w jej życiu, zamiast się kończyć, dopiero się zaczyna.

„You just watch me!”

Angelica podjęła się bowiem tego dzieła bez wykształcenia medialnego ani doświadczenia w prowadzeniu przedsiębiorstwa, a swoje programy nagrywała początkowo w… garażu wybudowanym na terenie klasztoru. Mimo to Bóg pobłogosławił jej wysiłkowi: otrzymała niezbędne kredyty, wierni wsparli ją ofiarami i 27 stycznia 1981 roku EWTN otrzymała licencję, dzięki której stała się pierwszą satelitarną katolicką telewizją w USA. Słowa, które powiedziała na odchodne w stacji, w której gościnnie prowadziła program – w odpowiedzi na niedowierzanie i komentarz, że na pewno nie uda jej się stworzyć własnej telewizji – okazały się prorocze. Angielskie „You just watch me!” można przetłumaczyć zarówno jako: „Jeszcze zobaczycie!” (że dam radę), jak i „Oglądajcie mnie!” (w telewizji).

Dziś dzieło Matki Angeliki obejmuje telewizję, radio, prasę i strony internetowe. Tak powstała najsłynniejsza jego część: EWTN, czyli Eternal Word Television Network (Sieć Telewizyjna Wiecznego Słowa): telewizja nadająca dla widzów ze stu czterdziestu krajów, która utrzymuje się… wyłącznie z datków! EWTN nie pobiera bowiem dotacji państwowych ani nie wyświetla reklam. Nie ma też… budżetu. „Budżet jest wymysłem diabła, a my żyjemy z wiary” powiedziała kiedyś Matka Angelica. Bo czyż ludzkie kalkulacje, rachunki zysków i strat nie ograniczają działania wszechmogącego Boga? Zakonnica powtarzała za to swoim ofiarodawcom „miejcie nas między rachunkiem za gaz a rachunkiem za prąd”. Czyli: pamiętajcie o nas, jak pamiętacie o comiesięcznych opłatach. Bo czy kontakt ze Słowem Bożym nie jest równie konieczny do życia, jak zaspokajanie codziennych potrzeb?

Matka Angelica kierowała telewizją aż do wieku siedemdziesięciu ośmiu lat, kiedy miała wylew. Osiem lat później papież Benedykta XVI przyznał jej wyjątkowe wyróżnienie: medal Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża) – odznaczenie Stolicy Apostolskiej za pracę na rzecz Kościoła. Jej dzieło chwalił też wcześniej Jan Paweł II, który podczas jednego ze spotkań z nią powiedział między innymi: „słyszałem o tobie” i „wykonujesz dobrą pracę”. Później EWTN jako jedyna stacja telewizyjna w USA transmitowała w całości wiele pielgrzymek papieża Polaka.

Matka Angelica odeszła w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat 27 marca 2016 roku. Na koniec jej życia miał miejsce kolejny Boży znak: zakonnica zmarła w Niedzielę Wielkanocną.

Polski rozdział niezwykłej historii

20 października 2018 roku stacja EWTN rozpoczęła nadawanie w Polsce. Na razie tylko w internecie (na stronie www.ewtn.pl), ale już niedługo także na platformach cyfrowych. Stacja transmituje msze święte czy adorację Najświętszego Sakramentu, ale nie tylko. Jak mówi dyrektor generalny EWTN Polska, ksiądz Piotr Wiśniowski, „EWTN jest telewizją dla każdego. Dla młodych i starych, wierzących, ale i tych, którzy ciągle poszukują. EWTN to telewizja odpowiedzi na trudne pytania…”

Jak twierdzi ksiądz Piotr, święci Jan Paweł II, siostra Faustyna czy Maksymilian Maria Kolbe opiekują się projektem od samego początku. Dyrektor EWTN czuje szczególnie opiekę tego ostatniego: „Święty Maksymilian kontynuuje swoje medialne dzieło i jestem pewny, że wspiera EWTN Polska. Wielokrotnie doświadczyłem jego pomocy, między innymi w doborze współpracowników.” To właśnie z Niepokalanowa – klasztoru, w którym mieszkał i działał ojciec Kolbe – transmitowane są adoracja Najświętszego Sakramentu i poranna msza święta. Natomiast Jan Paweł II patronuje wrocławskiej Fundacji Vide et Crede, która jest polskim współpracownikiem amerykańskiej centrali EWTN.

Być może już za kilka lat EWTN Polska będzie transmitować również uroczystości kanonizacyjne swojej amerykańskiej założycielki…

Autor: Katarzyna Jaworska

Dziękujemy redakcji za udostępnienie tekstu:
Dobry Tydzień – Wydawnictwo Bauer Sp. z o.o., Sp.k.

EWTN Polska

FREE
VIEW