Św. Ireneusz, fot. domena publiczna

Z licznych traktatów św. Ireneusza do naszych czasów zachowały się dwa: „Zdemaskowanie fałszywej gnozy” i „Dowód prawdziwości nauki apostolskiej” – to ostatnie uważane jest za najstarszy katechizm Kościoła katolickiego – pisze ks. Arkadiusz Nocoń w felietonie dla portalu www.vaticannews.va/pl i Radia Watykańskiego. 28 czerwca przypada wspomnienie św. Ireneusza, biskupa i męczennika. Jego relikwie znajdują się w kościele św. Jana w Lyonie. Jest patronem biskupów i teologów.

Św. Ireneusz przyszedł na świat ok. 135 r. w Smyrnie (obecnie Izmir, Turcja). był uczniem św. Polikarpa, a ten z kolei był uczniem św. Jana apostoła. Nauczanie św. Ireneusza, niezmiernie ważne z doktrynalnego punktu widzenia, pochodzi więc w linii prostej od apostołów. Od apostołów „pochodził” też misyjny zapał Ireneusza, który z Azji Mniejszej dotarł aż do Lyonu i tam jako biskup z wielką gorliwością zarządzał powierzonym sobie Kościołem.

Niestrudzenie głosił Słowo Boże, zwalczał herezje, ewangelizował pogańskie plemiona. W wyniku ciężkich prześladowań, które dotknęły chrześcijan i zdziesiątkowały miejscowy kler, był prawdopodobnie jedynym biskupem na terenie całej ówczesnej Galii. Po ustaniu prześladowań odbudował struktury Kościoła i poświęcił się pracy pisarskiej. Z licznych traktatów do naszych czasów zachowały się dwa: „Zdemaskowanie fałszywej gnozy” i „Dowód prawdziwości nauki apostolskiej” – to ostatnie uważane jest za najstarszy katechizm Kościoła katolickiego. Nauka, jaką zawarł w swoich pismach przyniosła mu tytuł „Ojca teologii chrześcijańskiej”.

Z traktatu „Zdemaskowanie fałszywej gnozy” św. Ireneusza: „Bóg, który sprawia wszystko we wszystkim, jest w swej potędze i majestacie niewidzialny i niewypowiedziany dla swoich stworzeń. Nie jest jednak nieznany. (…) Od samego bowiem początku Syn objawia Ojca, ponieważ od początku jest z Ojcem. On to dał ludziom we właściwym czasie widzenia prorockie, różnorodność charyzmatów czy swoje urzędy. (…) Tak więc Słowo stało się szafarzem łask Ojca dla dobra ludzi. Dla nich dokonało tylu dzieł. Ono ukazało Boga ludziom, a człowieka przedstawiło Bogu. Zachowało niewidzialność Ojca, aby człowiek nie lekceważył Boga i miał cel swoich pragnień. Ukazało zarazem różnymi sposobami Boga człowiekowi, aby jako zupełnie pozbawiony Boga nie przestał w ogóle istnieć. Albowiem człowiek żyje na chwałę Boga, a życiem człowieka jest oglądanie Boga”. (ks. 4, rozdz. 20, fragm.)

Wiara w Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga, który od „początku jest z Ojcem”, ale i prawdziwego człowieka, stanowi fundament Kościoła. Bardzo wcześnie, bo już na początku II wieku pojawili się jednak ludzie, którzy byli przekonani o posiadaniu jakiejś głębszej, tajemnej wiedzy, wedle których Chrystus nie był prawdziwym Bogiem, a jedynie emanacją bóstwa, które przybrało postać człowieka, aby uwolnić świat od zła. Ludzi tych zwykło się nazywać gnostykami (od greckiego „gnosis”, czyli „wiedza”). Stanowili oni poważny problem dla młodego Kościoła, ponieważ próbowali uczynić z chrześcijaństwa religię dla wybranych, dla intelektualistów. Walce z gnostykami Ireneusz poświęcił wszystkie swoje siły, zdumiewając jeszcze dzisiaj głębią myśli i siłą argumentacji.

Zagrożenie Kościoła, w czasach Ireneusza, pochodziło nie tylko z zewnątrz, od heretyków i pogan, w samym Kościele powstał bowiem groźny spór o datę obchodzenia Wielkanocy. Niektórzy z najbliższego otoczenia papieża doradzali mu nawet, aby wykluczył z Kościoła tych, którzy nie przyjmują rzymskiego czasu świętowania. Ireneusz błagał wówczas papieża, aby nie potępiał Kościołów, które zachowują inną tradycję. – „Tak to Ireneusz – napisał o nim historyk Euzebiusz – nie na próżno nosił swoje imię, albowiem słowem i czynem szerzył pokój w Kościele”. Istotnie, imię Ireneusz, pochodzące z języka greckiego, oznacza „tego, który miłuje i czyni pokój”.

On sam, niestety, zaznał niewiele pokoju w swoim życiu, do samej śmierci (zginął jako męczennik ok. 202 r. w Lugdunum, czyli dzisiejszym Lyonie), a nawet później, po wiekach, gdy jego grób sprofanowali heretycy (1562 r.). Na szczęście, jak każdy święty, może „rozkoszować się wielkim pokojem” w niebie (por. Ps 37,11).

Ks. Arkadiusz Nocoń, vaticannews.va/pl