Bł. Maria Teresa Ledóchowska, fot. domena publiczna

W wyjątkowo skromnych warunkach zaczyna wydawać „Echo z Afryki”, pismo, którego nakład pod koniec jej życia osiągnie 100 tys. egzemplarzy! Wygłasza również odczyty, prowadzi obszerną korespondencję, zajmuje się zbieraniem pieniędzy na wykup niewolników – pisze ks. Arkadiusz Nocoń w felietonie dla portalu www.vaticannews.va/pl i Radia Watykańskiego. 6 lipca przypada wspomnienie bł. Marii Teresy Ledóchowskiej. Jej relikwie znajdują się w domu generalnym Sióstr Misjonarek św. Piotra Klawera w Rzymie. Jest patronką dzieł misyjnych w Polsce.

Maria Teresa Ledóchowska urodziła się 29 kwietnia 1863 r. w Loosdorf (k. St. Pölten, Austria). Była najstarszym z dziewięciorga dzieci hrabiego Antoniego Ledóchowskiego i Józefiny Salis-Zizers, z pochodzenia Szwajcarki. Jak wszystkie dzieci państwa Ledóchowskich była bardzo uzdolniona. Już jako młoda dziewczyna pisała wiersze i czytała książki naukowe. Posiadała również talent aktorski, plastyczny i muzyczny.

Rodzice dbali jednak nie tylko o rozwój intelektualny swoich dzieci, ale starali się im też przekazać żywą wiarę. W sposób szczególny troszczyła się o to matka Józefina, kobieta o wielkim sercu, bezgranicznie ufająca Bogu. „To na kolanach świętych matek wyrastają święci” – powie kiedyś siostra Marii Teresy – Julia, późniejsza święta.

W roku 1883 rodzina Ledóchowskich zamieszkuje w Lipnicy Murowanej koło Bochni. Ich domu nie omijają bolesne doświadczenia: Maria Teresa wraz z ojcem zapadają na ospę. Przebieg choroby jest wyjątkowo trudny: ojciec umiera, a Maria Teresa przez całe życie odczuwać będzie jej skutki. Choroba zmienia także jej nastawienie do życia: „Chcę uczynić dla Boga coś wielkiego” – wyzna swojej siostrze.

Opuszcza Lipnicę i zostaje damą dworu książąt toskańskich w Salzburgu. Życie dworskie nie pociąga jej jednak. Po raz pierwszy spotyka się z akcją misyjną na rzecz Afryki i powoli odkrywa swoje powołanie, poświęcając się całkowicie misjom i walce z niewolnictwem. Zmiana wystawnego, dworskiego życia na małą izdebkę u Sióstr Szarytek, gdzie rozpoczyna swoją działalność, wywołuje początkowo drwiny. Nie zraża się jednak.

W wyjątkowo skromnych warunkach zaczyna wydawać „Echo z Afryki”, pismo, którego nakład pod koniec jej życia osiągnie 100 tys. egzemplarzy! Wygłasza również odczyty, prowadzi obszerną korespondencję, zajmuje się zbieraniem pieniędzy na wykup niewolników. Uruchamia własną drukarnię, która na potrzeby misji wydaje Biblie, katechizmy i modlitewniki. Ich łączny nakład wyniesie ponad 12 mln egzemplarzy, w 257 językach Czarnego Lądu. W roku 1894 zakłada Sodalicję św. Piotra Klawera dla Misji Afrykańskich, przekształconą następnie w Zgromadzenie zakonne, o nazwie Siostry Misjonarki św. Piotra Klawera.

Z Pisma apostolskiego Papieża Pawła VI, który beatyfikował Marię Teresę 19 października 1975 r.: „Chrystus powołał Marię Teresę, aby z miłości ku Niemu służyła Mu w Jego braciach, zwłaszcza tych najbardziej opuszczonych i nieszczęśliwych, niewolnikach z Afryki. Maria Teresa usłyszała Boże wezwanie i całkowicie posłuszna woli Boga, porwana miłością ku Niemu, wielkodusznie i wytrwale poszła za tym powołaniem, wyprzedzając czasy, w których żyła, tak bardzo niesprzyjające apostolstwu kobiet. Musiała przezwyciężyć wiele przeszkód i uprzedzeń, aby móc oddać się apostolstwu i pracy redaktorskiej i wydawniczej. Przewędrowała całą Europę szerząc wszędzie apostolstwo misyjne… Bóg błogosławił dziełu, które rozrastało się i umacniało (…) W jej życiu Bóg ukazał Kościołowi, a także wszystkim ludziom dobrej woli, czego może dokonać miłość jednego człowieka, który całkowicie oddał się Bogu, a przez Niego całej cierpiącej ludzkości”.

Ród Ledóchowskich wydał wielu bohaterów. Patriotyzm przekazywano w nim niejako w genach. Nie dziwią zatem słowa szesnastoletniej Marii Teresy: „Dla mnie Polska, to coś więcej niż kraj, to moja ojczyzna, cel moich pragnień… Z nią wiążą mnie więzy i uczucia, które po religii są dla mnie najświętsze… Jestem Polką, moja krew, moje życie i moja śmierć jest twoją, Polsko, własnością”.

Przed Marią Teresą, którą Bóg obdarzył fenomenalną pamięcią, talentem malarskim i muzycznym, a nade wszystko niezwykłą urodą, świat stał otworem, aż do roku 1885, gdy ospa zniszczyła jej zdrowie i piękną twarz. Mogła zamknąć się w sobie, mogła do końca życia płakać nad swym losem, ale to po niej płakali Afrykanie, a zwłaszcza 12 tysięcy afrykańskich dzieci, które wykupiła z niewoli. Uczynić ze swej słabości, choroby, braku talentu, źródło siły, potrafią tylko ludzie wielcy, jak Ludwig van Beethoven, który nie radząc sobie z grą na skrzypcach zaczął komponować własne utwory; jak Enrico Caruso, którego nauczyciel twierdził, że nigdy nie będzie on dobrze śpiewał; czy jak Thomas Edison, Albert Einstein, Auguste Rodin, którzy mieli problemy z nauką w szkole…

Maria Teresa Ledóchowska zmarła 6 lipca 1922 r. w Rzymie. W czasie obrad II Soboru Watykańskiego (1962-1965), u grobu Marii Teresy Ledóchowskiej w Rzymie spotkali się na wspólnej modlitwie biskupi polscy i afrykańscy, oddając w ten sposób cześć wielkiej Polce i „Matce Afrykanów”, jak nazywa się ją na Czarnym Lądzie, choć osobiście nigdy tam nie była.

Ks. Arkadiusz Nocoń / vaticannews.va/pl