Polska 12 maja 2024 r

W UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PANA NASZEGO

II KONGRES WIECZYSTEJ ADORACJI, 10-12 MAJA 2024, WROCŁAW

Homilia

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiaj, podczas tej uroczystej Mszy świętej, kontemplujemy tajemnicę Jezusa wstępującego do nieba. Uczniowie, tuż przed tym, zapytali Go, czy w końcu nadszedł czas, kiedy odtworzy królestwo Izraela. To było ważne pytanie, pytanie interesujące, jakby chcieli powiedzieć: czy możemy wreszcie przestać się martwić? Czy pokonaliśmy zło raz na zawsze? Czy to my będziemy twoimi sługami w tym królestwie? Kiedy ostatecznie udowodnisz, że to ty jesteś Mesjaszem? Nie był to pierwszy raz, gdy Jezus został zapytany, czy nadszedł czas, kiedy wszystko zostanie ujawnione i wszystko się wyjaśni. Być może w tym pytaniu kryje się leniwe pragnienie, by nie musieć już trudzić się podziałami, przeciwieństwami i trudnościami, także w obliczu świata wrogiego, mało zainteresowanego prawdą, ateistycznego i naznaczonego złem. Jest to pytanie, które pojawia się zwłaszcza wtedy, gdy widzimy zło, które dzieje się tuż obok nas. Kiedy zwycięży miłość, a śmierć zostanie pokonana na zawsze? Kiedy zostaną osuszone ludzkie łzy? Kiedy znikną te wszystkie cierpienia, ta przemoc? Jezus nie odpowiada na to pytanie. Tak mało rozumiemy z życia, że łatwo sprowadzamy je do tego, co ja rozumiem, do moich spraw, do tego, co ja czuję. A życie, zdaje się sugerować Jezus, jest o wiele większe i z pewnością nie zależy od nas, czy poznamy czas i chwilę! Ale Pan nie zostawia nas samych i obiecuje prawdziwą siłę, siłę Ducha miłości, Ducha życia i prawdy, który zstępuje na uczniów. Jezus wstąpił do sanktuarium nieba, sanktuarium nie ręką człowieka uczynionego, jak nasze bazyliki i kościoły. A jednak za każdym razem, gdy sprawujemy świętą liturgię, jesteśmy niejako zaangażowani w tą samą tajemnicę Wniebowstąpienia. Czyż w każdą niedzielę, gdy wchodzimy do naszych kościołów, nie jesteśmy przyjmowani przed oblicze Boga? Czyż nie przeżywamy razem z Jezusem tajemnicy Wniebowstąpienia? Z ambony, jak z góry, przemawia do swoich uczniów i ich błogosławi. A czyż obłok, który Go okrył, zasłaniając Go przed ich oczami, nie jest podobny do obłoku kadzidła, który otacza ołtarz oraz święty chleb i kielich zbawienia, gdy są wznoszone do nieba? Wniebowstąpienie Jezusa nie oznacza, że oddalił się on od swoich uczniów. Oznacza raczej, że dołączył do Ojca i zajął miejsce obok Niego w chwale. „Wstąpienie” oznacza zatem wejście w definitywną relację z Bogiem. Zaś „w-niebo” nie może być rozumiane w sensie przestrzennym; jeśli już chcemy to rozumieć w ten sposób, to znaczy, że Jezus jest obecny wszędzie: tak jak niebo nas ogarnia i otacza, tak Pan, wstępując do nieba, ogarnia i otacza nas wszystkich. Chciałbym powiedzieć więcej: Jezus, wstępując do nieba, ogarnia i otacza całą ziemię, tak jak niebo otacza całą ziemię. Nie jest to zatem oddalenie się. Jeśli już, jest to bliskość, szersza i bardziej angażująca. Gdyby tak nie było, niezrozumiała byłaby radość uczniów. Jak można się radować, gdy Pan się oddala? A przecież Łukasz pisze: „A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy” (Łk 24, 51-52). Apostołowie nie tylko nie są smutni z powodu rozstania, ale wręcz przepełnia ich radość z powodu nowej pełni obecności Jezusa: obecności duchowej, intensywnej i realnej. Co się stało? Tego dnia uczniowie przeżyli głębokie doświadczenie religijne. Doświadczyli, że Pan jest teraz definitywnie blisko nich ze swoim Słowem i z Duchem Świętym. To bliskość, która z pewnością jest bardziej tajemnicza, ale przez to jeszcze bardziej rzeczywista niż wcześniej. Bez wątpienia wracały do nich wtedy słowa Jezusa: «Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam Ja jestem pośród nich» (Mt 18, 20). W dniu Wniebowstąpienia zrozumieli je w pełni. Gdziekolwiek na ziemi, w jakimkolwiek czasie, zgromadzi się dwóch lub więcej uczniów Pana, On będzie pośród nich. Od tego momentu obecność Jezusa będzie jeszcze głębsza w każdym czasie i przestrzeni. On zawsze będzie towarzyszył uczniom, gdziekolwiek i kiedykolwiek będą. Stąd powód ich wielkiej radości. Nikt na świecie nie będzie mógł zawrócić Jezusa z ich drogi. Ta radość uczniów jest teraz naszą radością. Niebo często jawi się nam jako wymiar mało konkretny i odległy, jako niemal nieosiągalny sen, który może oczarować swoim pięknem, ale który nie ma nic wspólnego z naszymi konkretnymi wyborami. Życie ziemskie wydaje się jednym, a życie w niebie wydaje się czymś zupełnie obcym. W rzeczywistości istnieje ciągłość życia. Zmartwychwstały Pan Jezus nie ukazuje się swoim uczniom w nowym i doskonałym ciele, ale w tym samym ciele, naznaczonym historią i przemocą. Zmartwychwstały Jezus, Człowiek z ziemi i nieba, nie jest duchem, nawet jeśli jest najpiękniejszy. Konkretność zmartwychwstałego Jezusa ustanawia ten związek między życiem ziemskim a życiem nieba. Apostoł Paweł uroczyście stwierdza w Liście do Kolosan, że „Zechciał bowiem [Bóg], aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1, 19-20). Wniebowstąpienie pokazuje nam przyszłość, którą Bóg przygotował dla swoich dzieci. Jest to niebo, do którego wstąpił Jezus, aby – jak powiedział – przygotować nam miejsce, byśmy także byli tam, gdzie On jest. I od dziś On zabiera nas ze sobą. Uczniowie Jezusa nie rozwiązali wszystkich swoich problemów, pozostali ludźmi słabymi, pełnymi wątpliwości i lęku. Podobnie i my. Ale zawsze i po krańce ziemi możemy być świadkami Jego miłości. Po krańce ziemi, to znaczy wobec każdego, nawet pogardzanego i źle traktowanego. W ten sposób odnajdziemy odrobinę nieba w życiu każdego z nas i staniemy się ludźmi nieba. Wniebowstąpienie to również moment, w którym Kościół odkrywa siebie jako wspólnotę głoszącą zbawienie pochodzące z Ewangelii, a następnie odnajduje w chrzcie znak, który urzeczywistnia i realizuje to zbawienie. Idźcie na cały świat, głoście, chrzcijcie. Są to trzy momenty, które charakteryzują istotę Kościoła. Kościół ich nigdy nie zaniedbał i nie może zaniedbać. Możemy zmieniać formy głoszenia, ale treść Ewangelii nie może być zmieniona. Co więcej, Kościół, aby dochować wierności nakazowi swego Pana, nieustannie zadaje sobie pytanie, jak głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, wczoraj obywatelowi rzymskiemu i filozofom Areopagu, dziś człowiekowi cywilizacji technologicznej, zsekularyzowanej i konsumpcyjnej. W ostatnich miesiącach wszystkie wspólnoty chrześcijańskie zostały wezwane do spokojnego i szczerego rachunku sumienia z ewangelizacji oraz do sformułowania ewentualnych propozycji duszpasterskich, aby była ona orędziem egzystencjalnym, zdolnym do promowania człowieka w pełni jego rzeczywistości historycznej. Ale słowa Jezusa o wniebowstąpieniu przypominają nam wszystkim: ewangelizacja jest możliwa wtedy, gdy wspólnota głosi Słowo, ufając jedynie swemu Panu. Historia Kościoła pokazała, także jego niszczycielom, że za każdym razem, gdy opierała się na tej czy innej ziemskiej mocy, aby głosić Słowo, płacił wysoką cenę za to „cudzołóstwo”. Nie oznacza to, że Kościół musi oddzielić się od świata. Przecież Jezus przyjął nasze ciało, „z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4, 15), i zwyczaje cywilizacji żydowskiej, w której się narodził. Dlatego Kościół może przyjmować zwyczaje wszystkich czasów, ale zawsze w duchu wolności, który pochodzi od tych, którzy wiedzą, że to, co głoszą, nie należy do nich, ale do Wiekuistego. Wniebowstąpienie jest zatem drogą Chrystusa ku pełni Objawienia. Dokonuje się ono dla wszystkich, którzy wierzą w Jego miłość.

Robert Card. Sarah

Emerytowany prefekt

Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscyplina Sakramentów